poniedziałek, 3 czerwca 2013

51. „Szczęśliwe chwile już nie powrócą…”


~Wróćmy do Blacków. *perspektywa Carmen*~
Usiadłam obok Scarlett.
-Jaka jest ta Tatia ? – spytała rozglądając się czy Scott patrzy.
-Jest miła, a synkowi na niej zależy. – odparłam beznamiętnie. Scar zaczęła się śmiać. – Ale to prawda. Pamiętam jak prosił mnie o pomoc. – dodałam słodko.
-Carmen. Dzięki. – mruknęła i wstała. Ruszyła do Syriusza, a do mnie podszedł Scott. Przytuliłam go lekko.
-Jak tam ? – spytał z uśmiechem.
-Dobrze. – odparłam, a Rudolf zaczął się z nas śmiać. Spojrzałam na niego nie ogarniając z czego ryje.
-Spójrz w górę. – mruknął, a ja zrobiłam to i ujrzałam jemiołę. Odwróciłam wzrok na zburaczałego Farro. Dotknęłam ustami jego policzka. Roślina nie urosła, a nawet znacznie zmalała. Bracia zaczęli się z nas nabijać. Obrzuciłam ich morderczym wzrokiem. Spojrzałam Farro w oczy. Wyrażały głęboki ból i przeprosiny. Jego usta dotknęły moich. Szybko się odsunęłam, a roślinka urosła.
-Przepraszam. – wyszeptał. Ruddie turlał się po podłodze ze śmiechu. Bach i Rom rzucali się w przedpokoju. Syriusz rył jak idiota. Tylko Scarlett stała zmartwiona. Porter uśmiechał się szeroko.
-Ja… Zaraz wracam. – szepnęłam i ruszyłam szybko do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i włączyłam głośną, mugolską muzykę. Zatopiłam twarz w poduszce. Ktoś zapukał, a ja zwinęłam się w kulkę.
-Skarbie, nie płacz. – wymruczał Scott. Spojrzałam na niego. – Ohh. Czyli nie płaczesz. – dodał z bladym uśmiechem.
-Nie. – mruknęłam.
-Czemu tak zareagowałaś ? Jestem aż taki zły ? – spytał kładąc dłoń na moim kolanie.
-Powróciły wszystkie uczucia, które do ciebie żywiłam. – odparłam z lekkim uśmiechem.
-Ile mogło być uczuć przez zaledwie 3 dni ? – spytał zdziwiony.
-Nie wiem, ale chyba sporo. Poza tym po naszych kłótniach, które odbywały się regularnie, nadal cię kochałam. Ale tutaj jako przyjaciela. – wyjaśniłam. Ten objął mnie ramieniem. – Kochasz Tatię ? – spytałam.
-I to bardzo. – odparł rozmarzonym tonem.
~Dawno nie pisałam o tlenionym. *perspektywa Draco*~
Rozglądnąłem się wokół i napotkałem wzrok ojca.
-Dlaczego nie jesz ? – spytał beznamiętnie.
-Nie jestem głodny. – odparłem i wstałem. Ruszyłem do swojego pokoju. Walnąłem się szybko na swoim łóżku i zamknąłem oczy. Jak ja bym chciał teraz być w Hogwarcie. Otworzyłem oczy i ujrzałem szarawą mgłę.
-Cześć. – powiedziało radośnie zjawisko.
-Cz-czym jesteś ? – wymamrotałem przerażony.
-Własnej dziewczyny nie poznaje. – mruknęła oburzona. Teraz ogarnąłem, że to Nina lata mi na środku pokoju.
-Co ci się stało ? – spytałem zdziwiony.
-Brat mnie zabił. – odparła pogodnie.
-Bo grunt to dobre nastawienie. – mruknąłem. Riddle zaczęła się śmiać.
-Jak tam życie skarbie ? – spytał duch z uśmiechem.
-Dobrze kochanie. Dlaczego jesteś na ziemi ? – mruknąłem.
 -Dali mi dzień, by się pożegnać, a potem mam nawiedzać Voldemorta. – odparła z uśmiechem. Zacząłem się śmiać.
-Kocham cię skarbie. – powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Nina spojrzała na mnie z bólem w oczach.
-Do zobaczenia po drugiej stronie. – wyszeptała i znikła. Walnąłem się w łeb i przyłożyłem twarz do poduszki. Głośno krzyknąłem. Nie wiem ile to trwało, ale pomogło. Spojrzałem na zdjęcie na biurku. Szczęśliwe chwile już nie powrócą… Ona już nie powróci. To jest bez sensu. No, ale tak serio, jak można zabić własną rodzoną siostrę. Była wkurzająca, ale kochana. Zamknąłem oczy i zasnąłem szybko.
~Powróćmy do Black. *perspektywa Carmen*~
Otworzyłam szeroko oczy. W sumie to właśnie obudziłam się słysząc krzyk. Ruszyłam po omacku w stronę głosu.
-Gdzie jesteś ? – spytałam zmartwiona.
-Carmi. – wyjęczał głosik z jakiegoś pomieszczenia. Poszłam tam.
-Romulus ? – spytałam, a on przytaknął delikatnie. Weszłam do jakiegoś pomieszczenia. Rom leżał na ziemi. Dłonie były poprzebijane szkłem. Nogi leżały obok niego pokiereszowane. Głowa została skrzętnie ogolona, a ciuchy podarte. Upadłam obok niego.
-Pomóż. – wymamrotał cichutko. Spojrzałam w jego prawie białe oczy.
-Co ci się stało ? – spytałam przerażona.
-Oni… - wybełkotał i umarł. Z moich oczu potoczyły się dwie stróżki łez. Nie mogłam nic powiedzieć. To było za trudne. Dotknęłam jego policzka. Ten widok powinien mnie odrażać… Ale nie było tak. Za dużo widziałam, by to mnie obrzydziło. To po prostu było straszne. Jak ktoś mógł dopuścić się takiej zbrodni ?! Aż dziw bierze, że ktoś się srał, żeby go… poćwiartować. Wiem jak to brzmi. Wstałam z miejsca zbrodni i ruszyłam do pokoju Bachusa. Mam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Otworzyłam drzwi i otarłam łzy.
-Bach. – wyszeptałam mu na ucho. On otworzył oczy i szybko je przetarł.
-Czego chcesz ? – spytał zaspany.
-Rom… - wymamrotałam i zaczęłam ryczeć. Wstałam i ujęłam jego dłoń. Zaczęłam go targać ku pokojowi.
-Black, kurwa. Ogarniii… - urwał, bo spojrzał na zmasakrowane ciało Romulusa. – J-Jak… - wyszeptał i przytulił mocno szczątki bliźniaka.
*kilka godzin później*
Zapanował nastrój iście pogrzebowy. Zaraz mamy chować kolejnego brata. To już jest kpina. Najpierw zabili Regulusa, teraz poćwiartowali Romulusa… Jak tak dalej pójdzie to powybijają nas do końca. Bachus ryczał przez ostatnie godziny.
-Carmen. Zabierz go na górę i pomóż mu się przebrać. – powiedział smutnym tonem Syriusz. Pokiwałam głową i ujęłam dłoń Bachusa. Zaczęłam go targać na górę. Jego twarz była wtulona w moje włosy. Weszliśmy do jego pokoju.
-Ściągaj koszulkę. – zażądałam, a on zrobił to o co prosiłam. Wyciągnęłam wyprasowaną koszulę i założyłam mu powoli i z rozwagą. – Tylko jej nie zasmarkaj. – mruknęłam błagalnie. Zapięłam mu guziki od koszuli i rzuciłam w niego garniturem. Szybko założył marynarkę i zaczął ściągać spodnie. Weszłam do łazienki i przytachałam mu kilka chusteczek. Gdy weszłam do pokoju on był już ubrany.
-Z-zaraz przyjdę na dół. – powiedział. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno. Jego broda oparła się o moje ramię. Bach wziął mnie na kolana i znowu zaczął płakać. Ukrył twarz w moich włosach. Pogłaskałam go po specjalnie zrobionym warkoczu francuskim. Nie wiem co on czuł. Nigdy nie straciłam kogoś tak bliskiego jak bliźniak… Nigdy nie chciałabym czegoś takiego doświadczyć. Kto wie na co bym wpadła ?! To jest bez sensu. W jednej chwili jesteś uśmiechniętym i cudownym człowiekiem, a w drugiej śpisz snem wiecznym. Czy to nie jest zwykłe bestialstwo i chichot losu ?! Czasami mówią mi, że takie próby są bardzo ważne dla nas. Ale co mnie ma to obchodzić. Zabrali mi kolejnego brata. Nie mówię, ze Regulusa kochałam mniej, ale to Romulus pomagał mi jak byłam mała. On i Bachus. Obaj są cudownymi ludźmi. Nie wiem, kto mógł ich tak skrzywdzić, ale znajdę tę osobę i jeśli będzie trzeba powybijam jej wszystkie żebra z klatki piersiowej. Może poczuje to co Bach. Mam nadzieję. Zawsze kochałam wszystkich braci… Żaden nie był moim ulubionym… Powoli odbierają mi ich. Matka umarła, a ojciec okazał się idiotą. W sumie mało co ich żałowałam. Rozumiem jak to brzmi. Jak można nie żałować rodziców ?! A co byś powiedziała na to, że twój ojciec cię nie chciał, bo niby musiał uciekać jak najprędzej. A żeby go coś. Matka za to była nieczułą kobietą. Kiedyś podsłuchałam jak Syriusz i Rudolf gadają o tym, że kiedyś mnie upuściła, bo się wkurzyła na mój krzyk. Czy to jest normalne ?! NIE ! Bachus odsunął się ode mnie.
-Już trochę lepiej ? – spytałam, a on pokiwał głową.
-Dzięki malutka. – odparł i otarł oczy. Wstałam i ruszyłam do kuchni. Wygładziłam dłonią czarną sukienkę i przeczesałam dłonią grzywkę.
-Gotowy ? – spytała Scarlett. Pokiwałam głową z bladym uśmiechem. Z góry zszedł Bach. Scar podeszłą do niego i przytuliła go mocno. Spojrzałam na Scotta z delikatnym uśmiechem. Jego dłoń dotknęła mojej. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi, więc nic temu nie przeszkodzi. Szybko zaczęli wychodzić w kurtkach na zewnątrz.
-Czy każdy mógłby powiedzieć coś o nim ? – spytał Bachus, a my przytaknęliśmy. Spojrzał na mnie.
-Kocham Romulusa. Zawsze go kochałam. To on i Bachus zawsze mnie rozśmieszali. Byli cudownymi kompanami w zabawach kiedy byliśmy młodsi. Nie ważne, że kochał te swoje pająki, którymi często mnie straszył, ale mimo wszystko to był cudowny człowiek. Wkurwiał mnie za dwóch, ale i tak był świetny. – powiedziałam z bladym uśmiechem. Bachus otarł łzy i spojrzał na Syriusza.
-Był wkurwiającym szczeniakiem, ale mimo wszystko to świetny człowiek. – wymamrotał i po jego policzkach potoczyły się gorzkie łzy. Bach spojrzał na Rudolfa.
-Jego poczucie humoru było o wiele bardzie rozbudowane niż moje i za to go ceniłem. – odparł smutnym tonem.
-Piękny człowiek w środku, a na zewnątrz przystojny mężczyzna. Byliście tacy sami. – mruknęła Scarlett.
-Trzy słowa potrafią go opisać. Wszędobylski uśmiech, zamiłowanie do pająków i długie włosy. – wybełkotał Scott.
-Pamiętam wszystko co razem robiliśmy. Od kradnięcia sąsiadom jabłek jako gówniarze. Przez zabijanie niewinnych mrówek dla Charlesa i Haven. Aż po wczorajszy żart. Kochałem go bardzo. Może nie tak jak mogę kochać kobietę, bo to było by bardzo dziwne. Poza tym rozumieliśmy się bez słów. – wyszeptał i kilka razy załamał mu się głos. Scar cały czas trzymała go za dłoń.
~Minęło kilka dni. Jest teraz 30 grudnia. Carmen siedzi u Rose gdzie odbędzie się Sylwester. Nadal wszyscy są w żałobie.~
Usiadłam z bladym uśmiechem obok Rosie.
-Będzie cudownie. – zaśmiała się Martin. Walnęłam ją lekko w ramię.
-A żebyś wiedziała. – odparłam.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie ? – spytała ni z gruchy ni z pietruchy. Pokiwałam głową.
-Pierwszy dzień w nowej szkole. Syriusz jako ten najstarszy pomógł mi się dostać do Francji. Przytulił mnie i kopnął w tyłek. Niby na szczęście. Wlazłam do Sali Głównej. Siedziałaś tam sama z głupim uśmiechem. Coś zrobiłaś, a to coś potem okazało się podłożeniem naszej dyrektorce pod siedzenie jakiejś ropuchy. Usiadłam obok ciebie. Taa… Wtedy zaczęła się pierwsza walka na żarcie. Pamiętam jak pierdzielnęłaś mnie jakimś mokrym melonem w twarz. Potem to ty dostałaś, ale truskawką w sukienkę. Zaczęłyśmy się śmiać jak dwa debile. Wtedy zaczęłyśmy być przyjaciółkami. Tak… To były czasy. Potem jak ans do jednego pokoju przydzielono jako te dwie pierdolnięte dziewczynki. Potem zaczęło się picie Ognistej. Ty zaczęłaś około 12 roku. Ja o wiele wcześniej. Jako 5-latka dostałam pierwszą Whisky. Bolało mnie potem gardło, ale dało się przyzwyczaić. Kochałam za to braci. Od małego mi pokazywali, że alkohol nie jest zły, ale nie wolno przesadzać. – powiedziałam ze śmiechem. Zaczęłyśmy ryć jak dwie idiotki. Do pokoju Martin wszedł Xavier.
-Czy was już do końca pojebało ? – spytał nieuprzejmie. – Cały dom się trzęsie, a starsi się rzucają. – dodał oburzony.
-Ohh. Przestań. – zaśmiałam się, a Rose machnęła różdżką i drzwi za nim się zamknęły.
-I nie wracaj. – burknęła za nim. – Trza iść spać skarbie. – dodała z uśmiechem. W sumie była już 3 rano. Przebrałyśmy się w piżamki. Oczywiście bez rycia bani nie obyło się. Zasnęłyśmy szybko. Obudziło mnie trzaśnięcie drzwi.
-Witajcie śpiące królewny. – zaśmiał się niezidentyfikowany głos.

_________________________________________________________
Jestem kochani. Trochę pod naporem mojej kochanej Oliwki to dodałam, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. :* Kocham was za tyle wyświetleń. Jesteście boscy. 

8 komentarzy:

  1. No oczywiście, że początek uroczy ;D
    Ale pomijając...
    Uroczy moment pod jemiołą. :3 Módl się, żeby Tatia się nie dowiedziała :D
    Ughh.. Musiałaś go zabijać!? T^T Zeżreć cię tylko za to..
    Haha. Prawie zdechłam jak czytałam moment z Niną :D I te skojarzenia z puddingiem :3
    Zacna opowieść o poznaniu się Rose i Carmen :D
    Ogółem to rozdział fajny :3 Bardzo fajny :D
    P.S. Szybciej dodawaj rozdziały, słońce! :D
    ~Tatsi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo jakie słodkie :3. Ta końcówka :D. Ale nie... nie zamydlisz mi oczy, do tego dojdę.
    Czy ciebie już DO RESZTY POJEBAŁO?! Bo ja mam teorię!! Tak powybijaj ich wszystkich!!!! Co się będziesz... a tak wgl... dlaczego on miał pogrzeb, a tamten brat co wcześniej umarł nie? Z tego co widzę, rozpraszam się strasznie... weszłam na fb i godzinę później kończę komentarz, gubiąc wątek xD.
    No i ryłam banie na twoim rozdziale, ach te dano uczucia :D. I ten kiss... zauważ, że prawie z każdym się Carmen całuję Fred, Barty, Scott... kto następny w kolejce po buziaka... Hahahah
    Uuuu Nina u Darcona xD. Nie ma to jak być zakochanym w duchu. A tak... w sumie, kiedy on pogodził się, że jest Riddle. I Nina będzie nawiedzać Voldemorta? xDD. Nie no będzie nieźle ^^. Mamy szpiega u bram zła :3. Wiktoria miała skojarzenia z puddingiem, a ja z tą kwestią "Avada Kadavra... ha ha ha żartowałam". Ale jak to mówi Wik, mistrzostwo xDD.
    Tak właśnie jak mogłaś zabić kolejnego z braci?! W końcu powybijasz wszystkich! -,-
    Urocza końcówka, u mnie sylwek? Coś sugerujesz? xDD
    Nie ma to jak pogrzebny nastrój w Sylwestra. Nasze pierwsze spotkanie ^^. I Xavier uciszający dwie idiotki xD. Końcówka fajna, a gdzie Żorż i so romantic Sylwek hahaahah <3. Ty też możesz być ;*.
    Kocham, pozdrawiam, ponaglam i weny. To kiedy następny rozdział? xDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze: Genialne jak zawsze :D
    Po drugie: Dlaczego zabiłaś kolejnego brata Carmen! Masz zamiar powybijać wszystkich???? Zabraniam Ci tego! Nie waż się nawet o tym myśleć :P Jesteś genialna!
    Po trzecie: Nina będzie nawiedzać Voldemorta! Ma za swoje! Nie trzeba było jej zabijać. Fajnie, że mogła pogadać z Draco... szkoda, że tak krótko i że nie są razem żywi :'(
    Jeszcze raz powtórzę: Jesteś genialna i masz wielki talent!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmierć, śmierć i jeszcze raz śmierć.
    TY CHCESZ STYPĘ ROBIĆ, CZY CO !?
    Jedna postać, druga postać.
    Sorry, że to piszę, ale czy przypadkiem coś ci się w głowie nie przestawiło !?
    No ale ogólnie oczywiście rozdział super i ten tego.
    I przepraszam za moją bardzo sługą nieobecność.
    Poprawię się !
    Ale jak będziesz dalej zabijać, to się zastanowię .
    Pozdrawiam i weny życzę oczywiście kochana :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    Nominowałyśmy Twojego bloga do Libster Award :)
    Więcej informacji na: http://mag-hogwarckie-zycie.blogspot.com/p/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. http://inna-nie-znaczygorsza.blogspot.com/ Zapraszam Cię serdecznie na nowy rozdział i z niecierpliwością czekam na następny twój! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! :D
    Komentuję po raz pierwszy (Boże, co się ze mną dzieje?) O.o
    Czytam twojego bloga... I bardzo mi się podoba. :3 Jak mogłaś go zabić?! :( Trudno...
    Pozdrawiam i dodawaj szybko następny rozdział!
    Zapraszam też do mnie:
    http://harry-and-ginny.blogspot.com/
    http://kocha-nie-kocha-o-to-jest-pytanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja powiem tak ;D
    Strasznie cię przepraszam, za to, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów, ale nie miałam internetu, a z komórki jakoś tak nie lubię -.-
    No ale nadrobiłam wszystko i jestem ;d
    Oooo Scott i Carmi, no i jemiołka --> słoooodko *.*
    Ale też jakoś tak dziwnie ;d
    Draco i Nina ;(
    Biedny tleniony.
    Ona taki tam duszek sobie lewitujący po pokoju, bo brat ją Avadą pierdzielną, ale dobra.
    Boże Rom! Kto ci to zrobił?
    Straszne, ale dlaczego ty musiałaś go zabijać?!
    Najpierw Nina, teraz Romulus.
    Oczywiście bliźniaka bardziej mi szkoda, ale jednak ;d
    Mmmm, pożegnanie Blacka, no myślałam, że się poryczę -.-
    SYLWESTER u Rosie.
    Hahahahahaha ;d Nie ma to jak wspominanie pierwszego spotkania ;d
    I kto to wszedł tam do nich do pokoju? ;o
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam.
    ~Hermionija,

    OdpowiedzUsuń